Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
104 posty 222 komentarze

Przyczynek do Wolności

Stan Tymiński - Budowa Polski Narodowej

Z Polski przez Amerykę do raju w Peru

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Trzeba tam pojechac aby samemu zobaczyc dlaczego życie w Nijandaris jest większą atrakcją niż życie w rozrywkowej ale zestresowanej Ameryce.

 

W maju ubiegłego roku napisałem fantazyjny tekst pt. „Wioska Polonia”, gdzie przy użyciu literackiej fikcji opisałem sielankowe i beztroskie zycie Polskich emigrantów w swojej amazońskiej wiosce koło Iquitos, Peru.

Ten tekst przeczytał Pan Mietek Sobczak i napisał mi list o swojej wiosce Nijandaris  (czytaj nihandaris) ulokowanej  na zachodnich stokach Andyjskich gór około 300 kM szosą na wschód od Limy. W malowniczej dolinie rzeki Chanchamayo, która dopływa aż do Amazonki.

 
W wiosce Nijandaris mieszka 19 polsko-peruwiańskich rodzin a dodatkowe działki kupiło sobie 23-ch Polaków.  Polacy to głównie emigranci z Ameryki, którym znudziła się północna cywilizacja i postanowili ułożyc sobie nowe życie w pionierskich warunkach peruwiańskich gór, 751 metrów nad poziomem morza. Trzeba tam pojechac aby samemu zobaczyć dlaczego życie w Nijandaris jest tam większą atrakcją niż życie w rozrywkowej ale zestresowanej Ameryce. W odległęj 75 kM Oxapampa w ciągu ostatnich 5 lat osiadło ponad 25,000 głównie młodych Austriaków i Niemców. Pewnie nie widzieli przyszłości w  zmurszałej i zbiurokratyzowanej EU.

 
Dolina rzeki Chanchamayo jest oddzielona od Pacyfiku wysokimi górami i ma klimat wybitnie umiarkowany. Przeciętna dzienna temperatura jest 25C w ciągu całego roku, nocą i dniem.  Trudno jest znależć lepszy klimat dla przyrody i dla ludzi:

 
 
 
Być może to ten idealny klimat przyciąga z Ameryki  Polaków do Nijandaris. Albo jest to poczucie wolności gdzie w odległej miejscowości nie ma wiele reguł i przeszkód ze strony biurokracji. Efektem lokalizacji jest spokojne życie praktycznie bez opłacania wygórowanych podatków i ze względu na idealny klimat bez kosztów energii. Słońca jest aż nadmiar do ładowania baterii na potrzeby telefonu, internetu i satelitarnej telewizji. Nijandaris jest tylko 5 kM od stolicy prowincji Junin, La Merced, ktra to ma 170,000 mieszkańców. Mimo, że daleka jest droga autobusem z Limy (305 kM), La Merced jest jednym z popularnych miejsc dla zagranicznych turystów. Pobliskie miasteczko La Tarma jest słynne ze swoich pięknych kwiatów jako perła andyjskich gór a kawa pochodząca z doliny rzeki Chanchamayo jest uważana za jedną z lepszych na świecie.

 
Pan Mietek wyjechał z Polski do Ameryki w 1987 roku. Osiadł w Arizonie, gdzie przez wiele lat był studentem szamanów plemienia Navaho. Kiedy zachorował na raka w 2009 roku pojechał do Peru, gdzie skutecznie wyleczyli go specjaliści medycyny naturalnej w szwajcarskiej klinice w La Merced. A był to rak 3 stopnia z przerzutami z jelit na płuca i żołądek, ktory nie reagował na chemoterapie. Kiedy wyzdrowiał, postanowił zacząc nowe życie w Peru i kupił działkę w Nijandaris. Pan Mietek i jego peruwiańska żona Vanessa mają teraz trzy śliczne córeczki, które umilają im życie.
 
Pan Mietek przy rzece wybudował sobie wielki dom, która jednocześnie jest kliniką naturalnego leczenia i regeneracji zdrowia. Ten budynek może pomieścic wiele polskich turystów. Bliżej rzeki wystawił architektonicznie interesujący bungalow, specjalnie zaprojektowany dla ceremonii ayahuasca. Wystarczy przejśc kilka kroków do rzeki aby wyłowic z niej wspaniałe ryby na obiad czy kolację. Warzyw i owoców jest wbród.

 
Wszystkim zainteresowanym wizytą u Pana Mietka w celu regeneracji zdrowia, leczenia różnych dolegliwości i zdrowego wypoczynku podaję jego stronę internetową, która także zawiera informacje na temat okolicznych działek i ich cen. Ceny niestety ostatnio poszły ostro w górę ale i tak są atrakcyjne ze względu na wspaniały klimat i lokalizację.
Mieczysław Sobczak w Nijandaris, Peru – contact:
 

http://www.dzikimietek.com/kontak-contact



 

 

 

KOMENTARZE

  • Koka latoś obrodziła?
    U nas na wsi piękniej jest. Gdy rankiem po służbie na sioło się z psem wyjdzie, zanim jeszcze pekaesy do miasta wyjadą, to mgły opadające na łąki szerokie, w ciszy niczym nie zmąconej, podziwiać o wschodzie słońca można. A od rzeki ciepła fala powietrza bije i swojską zgniliznę z bagien niesie. A jak jeszcze w piekarnii piece otworzą i bochny przaśne na busiki ładować rozpoczną, to pięknie Polską u nas pachnie.

    Jak pan zapewne się orientujesz, panie Tymiński, ten niemiecki, ryży chuj Tusk, o groteskowym imieniu, od lat stara się Ojczyznę naszą wyludnić. Wraz z tą luterańską krową z Berlina robią wszystko, by nas na Polsce jak najmniej pozostało. U nas na siole, to już zagrody całe puste stoją, bo ludzie do regipsowania i do innych niskich posług do Niemców wyjechali i tam za niewolników robią. W tej sytuacji pan namawiasz Rodaków naszych do wyjazdu do dżungli. Niech se pan sam jedzie, Tymiński, i dupy nie truje.
  • @Autor
    Na emeryture chcialem przyjechac do Polski ale po nowinach JKM i Michalkiewicza o 80% podatkach w Polsce chyba zmienie kierunek ostatniego spoczynku.
    Peru jest mi znane -ojciec tam bywal w latach 80-tych.
  • Pozdrawiamy w takim razie...
    Pana Mietka...:-)
  • @
    No i widzicie "pieniacze"? Polska jednak nie jest najlepszym miejscem dla Polaków! Po co mieszkać w Polsce jeżeli gdzie indziej jest lepiej? (dygresja)
  • Ludzka fantazja nie zna granic!
    Niestety Stan Tymiński nigdy nie był u Mietka ani w La Merced i cały jego artykuł oparty jest tylko i wyłącznie na podstawie korespondencji z Mietkiem. Jako że 90 % zawartości artykułu to bzdury, jestem zmuszony do ich korekcji.
    Ludzie, nie wierzcie we wszystko co czytacie bo tak wspaniale to tam nie jest!
    Otóż w Nijandaris jedyną polsko-peruwiańską rodziną tam zamieszkałą jest rodzina Mietka a Polakiem tam mieszkającym jest tylko Mietek. Żadnych innych rodzin z Polakami w tej wsi tam nie ma. Co prawda w La Merced buduje się jeden Polak ale w celach wypoczynkowych. Dodatkowo za miastem mieszka jeszcze jeden Polak lecz nie należy do przyjaciół Mietka.
    To samo jest z działkami. Pisanie o 23 Polakach, którzy je tam kupili jest bzdurą. Może jeden Polak gdzieś tam w okolicy coś kupił ale to wszystko.
    Mietek posiada trochę ziemi na zbyciu i na pewno chciałby ją komuś wcisnąć za zawyżoną cenę, bo ten Pan nie ma skrupułów co do "golenia" swoich rodaków. Goli każdego, kto trafi pod jego adres a jego żona mu w tym nie ustępuje. Dla Mietka jest obojętne czy osoba jest zdrowa czy chora. Nie ma, "zmiłuj się"!
    Następny wymysł w artykule to ilość nowo przybyłych Niemców i Austriaków w miejscowości Oxapampa. Otóż, takowych tam prawie nie ma a znalezienie tam osoby mówiącej po niemiecku graniczy niemal z cudem. Są tam co prawda potomkowie Niemców ale 4-tej generacji, którzy są wymieszani z tubylcami i nie znają niemieckiego.
    Oxapampa znana jest w całym Peru z produkcji wyrobów mleczarskich, zwłaszcza serów, którą to zajmują się potomkowie Niemców. Pod względem smaku zarówno ser jak i inne ich produkty nie dorównują europejskim produktom mleczarskim. Ogólnie w Peru dobry jest tylko importowany nabiał a ten importuje się przede wszystkim z Francji.
    Podatki w Peru są właściwie symboliczne ale prąd jest już drogi a niestety większość z niego korzysta bo instalacje słoneczne są drogie tak jak i wiele innych urządzeń, które są importowane.
    Jeszcze jedna dezinformacja w artykule, tym razem przepisana z Wikipedii, że La Merced ma 170 tys. mieszkańców i jest stolicą Junin. La Merced to mała, brudna mieścina z zanieczyszczonym powietrzem bo jeździ tam cała masa motorynek robiących za taksówki. Głównym jej punktem jest śmierdzący, brudny targ bez żadnej higieny (muchy łażące po mięsie itp.) gdzie mieszkańcy i "restauracje" zakupują żywność. Smaczne danie trudno znaleźć zarówno w tych tanich jak i drogich restauracjach włączając w to stolicę.
    Nawet w Peru większość warzyw produkuje się z zastosowaniem pestycydów a kurczaki faszerowane są antybiotykami. Zdrowa żywność jest bardzo droga. Np. kurczak wiejski około 100 zł./sztuka.
    Normalnego marketu w La Merced nie ma, są 2 sklepiki z bardzo ograniczonym asortymentem. O produktach nawet na poziomie Tesco można tylko pomarzyć. Chcąc kupić coś na poziomie trzeba pojechać do stolicy a to nie mała wyprawa bo zajmuje min. 10 godzin jazdy autobusem przez góry i po kiepskich drogach. Często zdarzają się wypadki autobusowe gdzie autobusy lądują w przepaści.
    Ceny w Limie - stolicy Peru - są często bardzo wysokie a sam pobyt może być niebezpieczny jeżeli przebywa się w byle jakiej dzielnicy.
    Ilość mieszkańców w La Merced to nie 170 tys. a oscyluje w okolicy 20 tys. mieszkańców i można to sprawdzić m.in. w hiszpańskiej wersji Wikipedii. Turystów zagranicznych tam jak na lekarstwo, są to prawie tylko Polacy odwiedzający przybytek Mietka.
    Wymieniona w artykule miejscowość Tarma to nie miasteczko a miasto z ponad 100 tys. mieszkańców. Piękne kwiaty z Tarmy to jakaś fantazja.
    Kawa z rejonu La Merced osobiście mi nie smakowała a znajoma mi Peruwianka rozkoszowała się kawą z Włoch, którą dostała w prezencie bo włoskiej kawy tam kupić nie można.
    Czy Mietek chorował kiedyś na raka nie jestem przekonany, sądząc po jego notorycznym, wręcz chorobliwym kłamaniu. Żyje on jakby w urojonym świecie skonstruowanym z kłamstw. Mietek ma 2 dzieci z obecną żoną. Ta 3-a na zdjęciu nie jest jego.
    Mietka dom jest pięknie położony i jest duży ale do kliniki mu bardzo daleko. Budynek jest nie wykończony i mieszka w nim cała peruwiańska rodzina Mietka składająca się z leniwych kobiet. Stada karaluchów w kuchni wszędzie łażących nikogo nie rażą. Komarami jak i innymi insektami gryzącymi po zmroku też nikt się nie przejmuje a zmrok robi się tam o już około 18-tej na okrągło przez cały rok.
    Rzeka płynąca obok posesji Mietka jest wysoce zanieczyszczona chemikaliami jak i resztkami metalu z kopalni miedzi oraz śmieciami wyrzucanymi do niej przez tubylców. Ryby z tego odcinka rzeki nie nadają się do konsumpcji.
    Ewentualny wyjazd w tamte okolice radzę dobrze przemyśleć.
  • UWAGA NA TEN ARTYKUŁ!
    Brawo Maryann,

    jako jeden z dwóch wspomnianych przez Ciebie Polaków mieszkających w okolicy potwierdzam w całej rozciągłości Twoje sprostowanie absurdalnych i śmiesznych kłamstw, które znalazły się w artykule. Widać, że znasz temat z własnego doświadczenia, a nie z propagandy sukcesu wyssanej z palca Mietka. Dodałbym, że powietrze w La Merced jest zanieczyszczone nie tylko przez mototaxis, ale głównie przez nie dający się niczym uzasadnić zwyczaj wielu mieszkańców palenia śmieci, w tym plastików, a nawet opon. Z jakiś powodów władze miejskie nie robią nic, aby ten zwyczaj wykorzenić, a właśnie powietrze, zanieczyszczone dioksynami oraz niekontrolowane użycie chemii w przetworzonej żywności (zwłaszcza słodycze dla dzieci), są głównymi przyczynami raka, który jest tu prawdziwą epidemią.

    Podobnie, mocno podejrzane są informacje na temat temperatury, która rzadko kiedy spada poniżej 30 stopni w dzień i ok. 22 w nocy. Oczywiście, w tych temperaturach większość warzyw nie rośnie lub czuje się źle i pada łupem pasożytów, których w tym klimacie nie brakuje. Mietek doskonale o tym wie, bo próbował uprawiać własne warzywa - bez powodzenia.

    Dziwę się, że Stan Tymiński, który powinien znać życie lepiej niż większość ludzi, dał się nabrać jak dziecko przez przebiegłego oszołoma, mogąc wiele z tych informacji po prostu zweryfikować przez Internet. Jak można np. rozpowszechniać cyfrę „25,000 głównie młodych Austriaków i Niemców", którzy rzekomo osiedlili się w Oxapampie, jeśli żadnego wysiłku nie wymaga sprawdzenie, że Oxapampa liczy tylko 12,5 tysiąca mieszkańców i jest ospałym miasteczkiem, w którym niemal wszyscy jasnowłosi "gringos" są potomkami oryginalnych założycieli miasta z XIX wieku? Powiem Panu, Panie Tymiński, że pański artykuł o polskiej wiosce w Iquitos był dużo bardziej przemyślany i prawdziwszy niż powyższy, nawet jeżeli ta wioska nie istnieje.

    Pozostaje pytanie, dlaczego Mietek robi to wszystko, do czego służy mu ta cała propaganda, czemu od lat stara się przyciągnąć tu rodaków, czemu stara się stworzyć atmosferę owczego pędu, że "wszyscy już tu są, brakuje tylko ciebie"? Chęć okazyjnej sprzedaży którejś ze swoich parceli to jedno wytłumaczenie, chęć zarobienia na tzw. "leczeniu", to drugie. Mam też inną teorię na ten temat, ale wybiega ona poza ramy tego komentarza, w którym staram się pisać o faktach, a nie domysłach.

    Mietka poznałem jeszcze w Polsce, poprzez kolegę z pracy, dla którego Mietek jest wujem. Kolega dał mi do przesłuchania nagrane w mp3 pogadanki Mietka, wyemitowane przez jakieś lokalne radio w Polsce. Bajki o przyjaźni z Indianami Navajo, podróżach w czasie, teleportacjach i innych cudach. Muszę przyznać, że jako bibliotekarz, osoba nie znająca tzw. życia, uznałem, że "kto wie, może coś w tym jest". Co do mojego kolegi, był on jedyną osobą w swojej rodzinie, utrzymującą kontakty z Mietkiem. Powiedział mi, że reszta rodziny uważa Mietka za "oszusta i oszołoma" i dawno zerwała z nim wszelki kontakt.

    W Peru pojawiłem się szukając własnej drogi i osoba Mietka nie miała wpływu na samą decyzję o pozostaniu tu. Tym niemniej, Mietek stał się dla mnie pierwszą twardą lekcją życia w nowym otoczeniu. Na początek zwabił mnie do swojego wielkiego domu ("kliniki"), kłamiąc (jak okazało się później), że kawalerka w La Merced, którą chciałem wynająć, już jest zajęta. Przydzielił mi pokój przy regionalnej trasie przelotowej, gdzie nie mogłem spać, bo nawet o 3 w nocy przejeżdżały z hukiem ciężarówki i autobusy. Mimo że płaciłem za pokój, Mietek pojawiał się w moim pokoju bez zapowiedzi ani pukania, po prostu wchodził, sięgał po owoc, który leżał na stole, siadał na łóżku i zaczynał opowiadać swoje historyjki. Trudno go było wyprosić i czasem przesiadywał aż dosłownie opadała mi głowa i zasypiałem. Później się nauczyłem, że działa na niego tylko powiedzenie wprost: „Panie Mietku, proszę wyjść bo chcę spać”.

    Wśród historyjek opowiadanych przez Mietka było np., że swoim geniuszem zainteresował Billa Gatesa, który zatrudnił go jako beta testera Windows (podczas gdy ewidentnie jego znajomość komputerów nie wybiega poza poziom amatora), że zna podziemne tunele, które prowadzą z Peru do Europy, że jego znajomy skonstruował pojazd zasilany antygrawitacyjnie i został za to zabity przez CIA i inne temu podobne historie. Była też i taka, że podczas wyborów prezydenckich w roku 90 był doradcą Stana Tymińskiego i ostrzegał go przed komunistyczno-solidarnościowym spiskiem. Niestety Tymiński nie posłuchał i wszedł w działalność z góry skazaną na niepowodzenie… Twierdził też, że Tymiński dorobił się milionów na zadrzewianiu w okolicach Iquitos.

    Dlaczego w ogóle znalazłem się w obszarze zainteresowania Mietka? Otóż Mietek wiedział, że sprzedałem w Polsce mieszkanie, żeby osiedlić się w Peru. Zazębiało się to z oczekiwaniami Mietka, ustawicznie cierpiącego na brak gotówki, ale posiadającego tereny ziemi w różnych częściach Peru, a nawet Boliwii.

    Pojechaliśmy z Mietkiem obejrzeć jego 60-hektarowy kawał ziemi z okolicach Iscozacin, ok. 12 godzin drogi od La Merced, samochodem z napędem na 4 koła, w głąb Selvy. „Działka” mi się podobała. Mietek wrócił do La Merced, ja natomiast zostałem dłużej, żeby dowiedzieć się więcej na temat regionu, ludzi itd. Pod koniec pobytu, mieszkańcy wioski powiedzieli mi, że poprzedni właściciel terenu ciągle tam pomieszkuje, a także pokazali mi ok. 2-hektarowy obszar, z którego człowiek ten wyciął wszystkie drzewa. Po powrocie powiedziałem o tym Mietkowi. Mietek pojechał tam i powiedział mi, że policja wydała nakaz aresztowania poprzedniego właściciela i zakaz pojawiania się w okolicy. Ja, który nie wiedziałem jeszcze, że w Peru władza państwa słabnie w miarę oddalania się od Limy i prawie kompletnie nie istnieje w głębszych partiach kraju, ciągle rozważałem zakup tej ziemi. Dziś wiem, że według wszelkiego prawdopodobieństwa, zostałbym najpierw doszczętnie wycyckany z pieniędzy przez mieszkańców wioski (oferujących „pomoc”, „współpracę” itd.), a potem może nawet zabity lub wypędzony przez poprzedniego właściciela, który sprzedał Mietkowi swoją ziemię za grosze, szybko wydał pieniądze i nosił w sobie poczucie krzywdy. Mietek musial sobie zdawać sprawę z tych zagrożeń, ale ważniejsza była chęć wyciągnięcia ode mnie poważnych środków (120 tys. soles), więc przedstawiał mi wszystko w jasnych barwach, zachęcał do stworzenia tam ośrodka leczenia chorób, nawet dołączał gotowy plan architektoniczny i zapewniał, że będzie mi przysyłał klientów.

    Trudno to wyjaśnić racjonalnie, ale czułem się pod przemożnym wpływem Mietka. Mietek jawił się jako nierozpoznany geniusz, doceniany przez elitę nielicznych wtajemniczonych (których niestety znałem tylko z jego opowieści), znał się na wszystkim, od budowy domu, naprawy motocykla, przez telepatię i podróże międzygalaktyczne, znał bardzo ważnych ludzi, więc powinienem się czuć zaszczycony poświęcaniem mi swojego cennego czasu.

    Były jednak dziedziny, w których Mietek rzeczywiście był geniuszem. Np. pamiętał ceny różnych rzeczy, od cen produktów żywnościowych, poprzez maszyny i urządzenia, aż do cen gruntów i nieruchomości – oraz ich fluktuacje na przestrzeni lat. Miał w głowie kalkulator i potrafił szybko skalkulować, co za ile i czy się opłaca. Ciekawy był też sposób, w jaki „ładował się” informacją. Otwierał w komputerze plik, który chciał przeczytać i uruchamiał syntezator mowy, po czym kładł się i zasypiał. Po przebudzeniu, książka lub inny materiał były przyswojone.

    Przy tym trzeba jednak zaznaczyć, że materiały musiały być po polsku, bo Mietek, mieszkając w Peru od lat, poza liczebnikami oraz kilkoma popularnymi zwrotami, nie nauczył się hiszpańskiego. Jak się też przekonałem, na osobę, które przeżyła kawał życia w USA, jego poziom angielskiego był żenujący. Z żoną porozumiewał się polsko-hiszpańsko-angielskim żargonem, obejmującym może ze 100-150 słów i zwrotów. Bardzo mnie zastanawiało, jak ktoś tak zdolny i wszechstronny może być takim nieukiem i ignorantem, ale składałem to na karb „bogatej osobowości” Mietka.

    Aby podłączyć się do Internetu, musiałem jeździć do La Merced. Dziwnym trafem, zawsze, kiedy chciałem wyjść z domu, Mietek również musiał jechać do La Merced, więc mnie podwoził swoim tuk-tukiem. W La Merced również musiał wejść na Internet, więc wchodził ze mną do tej samej kafejki i siadał obok. W tej sytuacji czułem się cenzurowany i musiałem się kontrolować np. rozmawiając przez Skype’a z rodziną w Polsce. Potem Mietek też musiał zrobić zakupy tam gdzie ja, i nie pozostawało mi nic więcej jak wspólnie wrócić z nim do domu. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy odrzuciłem jego ofertę „podwiezienia” i pojechałem sam, przejeżdżającym obok jego domu mikrobusem pasażerskim, pod wieczór, kiedy wróciłem, czułem się jak zdrajca. Mietek prawie ze mną nie rozmawiał, a jego żona rzucała mi nienawistne spojrzenia.

    Wykonywałem też dla Mietka pracę polegającą na korekcie tekstów na jego stronkę internetową, jako że Mietek pisząc robi mnóstwo błędów stylistycznych i ortograficznych.

    Któregoś razu zdziwiłem się, bo tekst, nad którym pracowałem, był zadziwiająco dobrze napisany. Coś mnie tknęło i zacząłem szukać całymi frazami w Google. Okazało się, że tekst już istniał, ale na stronie internetowej należącej do kogoś innego. Opisywał podróże po Peru, ale innej osoby. Tekst Mietka był to ten sam tekst, ale ze zmienionymi danymi osobowymi, tzn. tam, gdzie było imię oryginalnego autora, wstawił swoje. Tam, gdzie była mowa o innej miejscowości, wstawiał „Nijandaris” etc. Zdałem sobie sprawę, że to plagiat i zapytałem go, jak może coś takiego robić. Odpowiedział, że przez pomyłkę dostałem ten tekst, że prawdziwy autor już się zgłosił z pretensją i on wycofał ten tekst ze swojej strony.

    Wszystko co się działo powodowało, że czułem się straszliwie zmęczony i skonfundowany. W końcu dostałem do korekty tekst, który otworzył mi oczy. Był to tekst na temat sztuki manipulacji. Opisywał sposoby podejścia manipulanta oraz różne techniki, które mają na celu osiągnięcie przez manipulanta celu, którego nie mógłby osiągnąć wprost zdradzając swoje zamiary. Wśród tych technik było np. otoczenie „miłością” i „bezinteresownością” serwowanie obietnic, ograniczanie kontaktu ze światem zewnętrznym, kontrola nad spędzanym czasem, czyli dokładnie to, czego doświadczałem mieszkając u Mietka. Pracując nad tym tekstem doszło do mnie, że stałem się ofiarą przebiegłej i świadomej manipulacji.

    To był koniec pobytu w domu Mietka. Poszukałem sobie mieszkania w La Merced i tam się przeprowadziłem. Mieszkanie było to samo, w którym planowałem zamieszkać od początku i zdalnie prosiłem Mietka, żeby mi je zaklepał. Mietek twierdził, że już jest zajęte, co okazało się kłamstwem.

    Tym skończył się mój burzliwy dwutygodniowy pobyt w domu Szalonego Mietka, choć nie do końca. Odrzucając jego ofertę zakupu 60-hektarowego terenu na „końcu świata” czułem się niezręcznie (było to jeszcze przed odkryciem tekstu o manipulacji) i udzieliłem mu pożyczki na rok. W końcu, po ok. 2 latach ją spłacił, ponoć sprzedając inną należącą do niego działkę jakiemuś Polakowi, ale przez rok bałem się, że już nie zobaczę tych pieniędzy.

    Później utrzymywałem sporadyczny kontakt z Mietkiem i byłem świadkiem niektórych jego poczynań. Np. sprowadził z Polski kobietę w 3 stadium raka i chciał, żeby Indianka, moja znajoma, ją leczyła, a ja żebym był tłumaczem. Jak wyszło podczas „leczenia”, Mietek miał z pacjentką z Polski podpisaną umowę, na mocy której jego odpowiedzialność ograniczała się do wynajmu pokoju, czyli była żadna. Cała odpowiedzialność formalno-prawna spadała na barki Indianki, która podjęła się leczenia i która nie wiedziała o możliwych konsekwencjach – ważne było, że Mietek jest kryty. Ostatecznie, leczenie zakończyło się fiaskiem, powrotem kobiety do kraju i śmiercią jakiś czas później. Przez jakiś czas było o tym głośno w Internecie.

    Inna bulwersująca historia dotyczy pewnej rodziny z Polski, mieszkającej w USA. Kobieta szukała ratunku dla dorosłego, chorego na raka syna. Trafiła na Mietka przez jego stronę internetową. Mietek obiecał podjąć się leczenia, ale oprócz tego, za pomocą swojej „propagandy sukcesu” zachęcił rodzinę do przyjazdu i osiedlenia się w Peru. Rodzina, która przebywała w USA nielegalnie, zapłaciła Mietkowi 10 tys. USD jako pokrycie kosztów leczenia, z możliwością przesunięcia tych środków na zakup ziemi, jeśli leczenie by się nie powiodło. Ostatecznie leczenie się nie powiodło i Mietek sprzedał rodzinie bodaj 4 czy 5 hektarów „ziemi”, naprzeciw swojego domu w Nijandaris. Kiedy rodzina, opuszczając USA na zawsze, pojawiła się, z kontenerem przywiezionych sprzętów, materiałów, maszyn etc. (inną bulwersującą sprawą było wydostanie kontenera ze strefy celnej w Limie, kłody rzucane pod nogi przez urzędników domagających się łapówek itp.), okazało się, że „ziemia”, którą zdalnie zakupili, to ok. 45-stopniowe zbocze góry, nie nadające się do niczego… Kiedy mnie poprosili, żebym sprawdził, za ile mogliby odsprzedać tę ziemię, właściciel agencji nieruchomości, kiedy usłyszał cenę zakupu, powiedział, że padli ofiarą oszustwa – prawdziwa cena byłaby kilka razy niższa. Historia tej rodziny w Peru jest bardzo barwna i bardzo pouczająca. Dobrze byłoby, gdyby oni sami to opisali.

    Później nie utrzymywałem z Mietkiem żadnych stosunków, ani nie dawałem mu jakichkolwiek informacji na swój temat, bo w końcu nauczyłem się ostrożności. Miałem też nadzieję, że samo życie nauczy go, że nie opłaca się żerować na innych. Myliłem się jednak. Kilka miesięcy temu spotkaliśmy z żoną Polkę, która zaciągnęła pożyczkę i przyjechała do Mietka leczyć się z raka, również zwiedzona jego stroną internetową. Kiedy nam opowiedziała o warunkach, w jakich musiała tam przebywać, konieczności płacenia za każdą drobną usługę, obsesyjnej kontroli, kompletnym braku profesjonalizmu, higieny etc., zdałem sobie sprawę, że nic się nie zmieniło. Kiedy ją spotkaliśmy, mieszkała już w hotelu w La Merced i na własną rękę starała się zorganizować swoje leczenie, ponieważ 3 miesiące spędzone u Mietka przyniosły tylko pogorszenie jej stanu.

    Gwoli uczciwości muszę też powiedzieć, że jeden raz spotkałem osobę, która przyjechała do Mietka drugi raz. Był to mężczyzna, który leczył się na problemy ze skórą (psoriasis). Najwyraźniej pierwszy pobyt u Mietka był dla niego wystarczająco satysfakcjonujący, aby przyjechać drugi raz.

    To tyle na temat faktów. Mogę powiedzieć, że tym, czego nauczyłem się od Mietka jest, że aby nie dać się oszukać należy po prostu stosować zdrowy rozsądek, o wszystko pytać i kontrolować emocje, które uwalniają się w kontakcie z taką osobą. Oszust jest ekspertem w wykrywaniu i wykorzystywaniu słabych punktów w osobowości. Zazwyczaj słabe punkty powiązane są z silnymi emocjami, więc należy być czujnym i starać się możliwie wcześnie wykryć, kiedy się pojawiają. Również, stara zasada, że jeśli cokolwiek brzmi zbyt dobrze, żeby było prawdą, prawdopodobnie ją nie jest – jest tu jak najbardziej na miejscu. Pytać o wszystko, co oszust podaje jako „zrozumiałe samo przez się”, a nam na takie nie wygląda. Pytać o dziwne rzeczy, które zauważamy. Być wyczulonym na próby oczarowania nas swoim wizerunkiem – są to próby podejścia nas i testowania słabych punktów osobowości. Jeśli ktoś stosuje te wszystkie zasady, oczywiście nic mu ze strony Mietka nie grozi, ale oczywiście w ogóle nie nawiąże z nim kontaktu.

    Chętnie napisałbym więcej, ale byłyby to moje teorie i interpretacje, a w Peru nauczyłem się oddzielać fakty od interpretacji i wolę pozostać przy faktach. Czytelnikom pozostawiam wyrobienie sobie własnego zdania.
  • Odpowiedz na Komentarz i artykół
    Nazywam się Jurek Matela

    Jerzy.matela@onet.pl

    Mieszkam od 2004 w Kimiri Centro La Merced

    Przeczytałem Artykuł i komentarze .Mam parę uwag:

    Co do Artykułu to jest tam parę drobnych błędów Mietek do USA przyleciał w 1981 w 1986 przeniósł się do Arizony skąd od 1991 często wyjeżdżał do Ameryki południowej w tym do Peru .Ja z nim pierwszy raz byłem w 1994 potem 98.2000,i 2002 najczęściej razem z innymi znajomymi.

    Mietek ma 2 synów z pierwszego małżeństwa w USA żona zmarła w 2002 a w 2006 ożenił się z Vanessą w Iquitos Peru. Ma 2 córeczki Yoko 1,3 lat Yudani 5,2 lat.. Co do Nowotworu to miał w 2005 wykryty w ostatnim stadium i był a słaby na Naświetlanie czy chemię. Dlatego leczył się w Peru metodami niekonwencjonalnymi wiem bo będąc tutaj od 2004 byłem z nim na tomografii w Limie w szpitalu Solidarity i( wykazało pomniejszone w stosunku do poprzednich wyników) przerzuty do żołądka jelita grubego, płuc i oskrzeli choć to była już 3 tomografia 1 w Mexiku 2 w Iquitos.

    Do Peru przyjechał na stałe w lutym 2008 roku. Tyle uwag co do Artykułu .

    Co do komentarzy to chciałbym się odnieść do ostatniego z Nickiem Maryann

    Nie wiem czemu ktoś kto niby Mietka zna dobrze wstydzi podpisać się choćby imieniem choć domyślam się kto mógł to pisać bo jeden z nich mieszka tu już od paru lat a drugi był w zeszłym roku

    Oboje maja takie same imię i podobne charaktery .Ale jak to mówią pan idzie a pies szczeka . Przerabiałem to w Chicago to o polskim piekle i bezinteresownej zawiści .oraz ciągłym narzekaniu i krytykowaniu innych jeszcze na dodatek kłamliwym. Tu w tym komentarzu jest wiele tego .Ale chciałbym się odnieść do paru niby faktów.

    Nijandari jest dzielnicą La Merced 5 km od centrum i rzeczywiście tam tylko mieszka Mietek z rodziną ale 2 km przed nim mieszka Bogdan który teraz jest na Hawajach,troche wcześniej bo w San Crlos mieszka o ile się nie mylę Anna z Peruwiańczykiem dom już na ukończeniu .w La Merced mieszka Gienek z Justyną i 2 dziećmi.Oraz Grzegorz z Peruwianką .W Kimiiri Centro mieszkam Ja razem z kuzynem co niedawno dojechał i teraz kupił działkę oraz Andrzej z Kasią i 2 dziećmi.Za nim 3 km mieszka Krzysiek z Jadwigą potem dalej Staszek Moniką i synkiem w bok od niego po drugiej stronie rzeki Agata z Arturem i 2 córkami dalej w kierunku Oxapampy 2 siostry nie pamiętam imion potem już bliżej Oxapampy Mateusz z Agatą i 2 dziećmi w samej Oxapampie są 2 polskie rodziny.

    Dalej w San Pedro mieszka Piotrek z Peruwianką i synem .Są jeszcze inni chętni co rozglądają się tu za ziemią.Wiem że jest tu nas więcej ale Ja mało bywam w La Merced choć to tylko 8 km.

    Z tego co wiem Mietek ma sporo ziemi ale nikomu nie wciska większość naszych rodaków kupiła ziemie samodzielnie wiem tylko o 1 co od niego kupił. Sporo sprzedał głównie Niemcom.

    Co do La Merced to według spisu bodajże z 2008 to centrum ma 36 tysięcy a całe z dzielnicami tak jak nasze Kimiri czy Nijandari ma 125 tysięcy z czego głównie w górach mieszka sporo europejczyków a najwięcej Niemców .Nie chcę wypowiadać się na temat rynku czyli Owallo opisanym w komentarzu może dla tego Pana jest brudny i śmierdzący mi i wielu to nie przeszkadza Targ zwany Feria jest tylko w piątek i sobotę i to tak jak polskie targowisko. Tam od czasu do czasu chodzę i robie większe zakupy dziś spotkałem tam Mietka z rodziną i Agatę z Arturem. Co do warzyw i owoców to niektóre z Tarmy na pewno są na nawozach sztucznych i pestycydach .Ale jest dużo lokalnych i kupujemy lokalne a zresztą większość naszych rodaków w tym Mitek ma swoje na kompoście z obornikiem.

    Z resztą tu wszystko owocuje cały rok na okrągło. Co do kur to największe domowe kosztują w granicach 30 do 50 soles w tym zabicie ,oskubanie i oprawienie, fermowe o połowę mniej.

    Na farmach tych co znam to podaje się paszę ale i zieleninę ponadto kury mają wybieg.

    Sam nie kupuje tak jak Mietek bo mamy swoich w nadmiarze.

    Turystów w zeszłym roku było rzeczywiście Mało ale poprzednio nawet sporo.

    Tu jest sporo turystów niedzielnych czy świątecznych głównie z Limy czy Huancayo.

    Odnośnie kawy choć sam ją produkuję to nie jestem smakoszem wielu ją chwali ale to rzecz gustu i smaku za to w większości jest to kawa organiczna bez nawozów sztucznych i innych chemikalii.

    Co do Mietka kliniki to rzeczywiście jest nie wykończona tylko 3 piętra czyli 17 pokoi i restauracja o raz ich mieszkanie pozostało mu 22 pokoje do wykończenia no i w bungalowie są tylko czynne 2 pokoje i 2 łazienki pozostałe 7 jest w trakcie wykańczania. Co do Karaluchów to wiem że miał z tym problem jak Janek przeprowadził się z La Merced to sporo tego towarzystwa przywlókł w meblach i rzeczach ale mu poradziłem wyciąg z pestek cytrusów i to pomogło .Co do komarów to rzeczywiście pod wieczór w porze deszczowej się zjawiają ale nie za dużo i tylko przez 3 miesiące. Jeśli chodzi o rzekę to wodą mętna jest jak w górach popada to wypłukuję glinkę a kopalni Miedzi tu w pobliżu nie ma przynajmniej o niej nie słyszałem za to są kopalnie glinki ceramicznej w Vitoc ale z tego co mi wiadomo to żadnych metali ciężkich tam nie ma ,Sam Jadłem wiele razy ryby z tej rzeki i nie czułem jakiegoś złego smaku. Wielu ludzi co pierwszy raz tu przyjeżdża to uważa że to 18 wiek bo w sklepach nie ma kas wszyscy się targują a kartę kredytową to tylko w bankomacie .Ze tylko Mototaxi i ciągle ciepło brak kiełbasy polskiej ,chleba, hamburgerów i tp,I jeśli komuś tego będzie brakowało to wyjazd radzę przemyśleć Jurek Matela z Kimiri Centro –La Merced.
  • @Maryann 03:24:13
    Drogi Panie Stanislawie

    Mamy wspolnego znajomego -Miecia z La Merced , chcialem krociutko -ad hoc , na odlew , na goraco odpowiedziec na paszkwil o Pana artykule i o Mieciu ale mam trudnosci z zalogowaniem sie, Miecio zasugerowal zebym wyslal moj tekst do Pana -i moze Panu udalo by sie to zamiescic [ jesli oczywiscie uzna pan to za sluszne i wlasciwe] -nie bedzie to oczywiscie pod Pana nazwiskiem ale innym.Ja mieszkam w Waterloo i jestem z Mieciem niemal codziennie na skype.Czytam tez czasem [ jak mam] Pana artykuly i jestem Pana wielkim zwolenikiem [ wiecej niz zwolennik !]
    Co Pan z tym [textem] uczyni -nie wiem -pomysl wyszedl od Miecia- tzn pomysl umieszczenia przez Pana moich slow -z powodow tech. bo ja nie moglem.

    Serdecznie pozdrawiam Wszystkiego dobrego.Szczerze oddany 'Panu Prezydentowi-:)) 'widzialbym pana z radoscia i duma na tym stolcu.
    Richard


    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    Odpowiedz dla STAREJ BABY-nick z forum.
    -POTEM BABA UJAWNILA SIE I NAWET ZMINIELA NARZADY REPRODUKCYJNE [sic!] -POSYLAM JEDNAK TEKST JAKI ZACZALEM PISAC KIEDY ZNALEM 'JA' JAKO STARA BABE -jako autorke tekstu.

    Wybralas [ a moze wybrales!] sobie bardzo adekwatny nick-jak przystalo na stara babe zrzedzisz i bluzgasz i jad plynie z ciebie i zolc gorzka –czuc w tobie wielka nienawisc do osoby P.Mietka ktorego znam jako dobrego meza ,ojca i czlowieka i z ktorego goscinnosci i szczodrosci !! [a tak!-sczczodrosci ..!] nie sknerstwa o czym stara [zawistna] babo piszesz –wielu skorzystalo.Mnostwo ludzi gdyby zostalaprzeprowadzoa ankieta potwierdzilo by moje slowa. Jestes unikalnym przypadkiem rozrabiacza i rozbijacza srodowiska polonijnego nie ma w tobie za grosz sklonnosci do wspolpracy z innymi.Czysta kwintesencja i konglomerat nienawisci z zazdroscia.
    Ale co kto sie to to samo do niego wraca –tylko w wiekszej obiftosci –milosc za milosc ,klamstwo za klamstwo, zbierzesz wiec swoje zniwo ‘babo’ i to wkrotce..

    P.Mietek mial ciezka postac raka [dzieki Bogu to juz historia] –to jest faktem [udowodnionym medycznie ] naturalna medycyna ktora stosuje dla innych jest niezwykle skuteczna,stosowane metody sa absolutnie par-excellence ! mieszkania jakie oferuja sa czyste o europejskim standardzie i ze znakomita kuchnia.Jak przystalo na zrzede –nawet rzece nie podaruje ‘stara baba’- woda dla niej brudna ! –a kto ci ‘pieknosci’ twoja mac kaze do niej wchodzic ?? [nota bene woda w ‘jego’ rzece zmienia kolor jedynie po obfitych deszczach i po kilku dniach wraca do stanu poprzedniego –czystego!! –jest obficie zarybiona!!!, mozna sprawdzic –barwi sie glina woda po deszczach –NIE CHEMIKALIAMI!!! Durna babo –bo ich tam nie ma.. sa moze w twoim mozgu i sercu zjadliwym.

    Ja po raz kolejny rozwazam wyjazd do Peru i do p.Mietka i i moge sie doczekac dnia wyjazdu by odetchnac swiezym powietrzem , zakosztowac pysznej ,unikalnej kuchni , poprawic zdrowie i nacieszyc sie szczera polska goscinnoscia . Starej babie pozostaje rozplaszczyc swoje iles tam liter i zalewac sie zolcia i zgryzota zakaszac i patrzec jaki nni –zyczliwi ludziom [P.Mietek z rodzina i przyjaciolmi]-raduaj sie ze swoimi goscmi zdobywajac coraz to nowych przyjaciol i turystow chcacych skorzystac z pobytu w jego motelu.
    Mija sie z celem napisac wiecej do kogos z takim sercem jakie masz stara babo[ czy babo ?]-nie dam ci satysfakcji czytania nawet moich gorzkich dla ciebie slow [ acz prawdziwych] –nawet na to nie zasluzylas-pozostan w tym stanie jakim chcesz byc [jesli to twoj wybor] .. odbije sie on na tobie wkrotce i wyda owoce gorzkie i cierpkie –zawsze tak jest!
    Jak mowi Madea Ksiega-'uwikla sie wystepny w dzielo rak swoich' .Tak bedzie i z Toba-rada? Przeprosic P. Mietka i zaczac po prostu zyc,, jak czlowiek w pelnym znaczeniu tego slowa… zechecam.Powodzenia
    Robert Wagner

    Przykro mi'stara babo' ale nie nauczylas sie niczego w Peru ,jedno jest pragnienie w tobie ktore cie zdominowalo -sianie zla, ale gdzie sie tego nauczylas -nie wiem ,[mysle ze nie w Peru] wielu jednak ktorym to nalozyc chcesz na talerz potraktuje cie lekcewazaco i z odraza-celu wiec swego twoj pocisk nie osiagnie , ba! zawroci i ugodzi ciebie -bo tak to wlasnie dziala-i pewnie nawet sobie z tego sprawy nie zdajesz .Najczesciej tak bywa ze w swej slepej zawisci i gniewie nie dostrzegamy innych prawd. Twoja wewnetrzna dychotomia i rozdarcie niszczy ciebie w pierwszym rzucie!

    Zadajesz ciosy na oslep powodowany cala mieszanka destrukcyjnych uczuc [ ktore zzeraja twoja wlasna dusze -bo inni to olewaja a ty sie kisisz w swoim marazmie i niewybaczeniu ! sadzac ze zadales innym cios,blad!! glupi dziecinny ,infantylny blad! ta nienawisc pozera ciebie -swego stworce! dla czlowieka ,KAZDEGO CZLOWIEKA -nie ma innej opcji oprocz wybaczenia ,w przeciwnym razie zamykamy sie w wiezieniu z najlepszym straznikiem jakiego mozemy miec -SOBA SAMYM! i od niego to nie masz [jak dotad] ucieczki-!!! wybaczysz wszystko i WSZYSTIKM a staniesz sie prawdziwie WOLNY!! twoj wybor..-tchnie z twego listu [ow]-zawisc , slepa zlosc, furia, chec dokopania kazdemu i mieszkancom La Merced za ich 'trujace ' miasto i p.Mietkowi

    czytaj swoje epistoly PONOWNIE -zadowolony jest z siebie? dumny? ciesza cie one? ....
    jesli tak to juz na dzisiaj-jestes zgubiony -straciles kontrole NAD SOBA,KTOS JA PRZEJAL A JA WIEM KTO, I JAKIE TO SILY.

    p/s
    ze zacytuje 'stara babe' ktora okazala sie baba taka jak pani [pan?] poslanka Grodzka [i] cytuje:

    “Chętnie napisałbym więcej, ale byłyby to moje teorie i interpretacje, a w Peru nauczyłem się oddzielać fakty od interpretacji i wolę pozostać przy faktach. Czytelnikom pozostawiam wyrobienie sobie własnego zdania”


    I TO SA TYLKO TEGO PANA TEORIE I WYDUMANE INSYNUACJE OBLICZONE NA SIANIE NIENAWISCI I SZKALOWANIE DOBREGO IMIENIA KOGOS KTO W PELNI NA TAKIE IMIE SOLIDNIE ZAPRACOWAL I ZASLUZYL.NIECH WIEC ROZSTRZYGNIE STRONA TRZECIA –TY DROGI CZYTELNIKU- JAK MASZ OCHOTE NA INSPIRUJACA PODROZ – ZACHECAM –NIE POZALUJESZ –WOLISZ STAREJ BABY [CHLOPA?] (P)ODCHODY I OCZERNIANIE –TWOJA DECYZJA –PRAWDA JEST NA MIEJSCU W LA MERCED W DOMU P.MIETKA –SPRAWDZ SAM … POWODZENIA. JESTES OCZEKIWANY Z RADOSCIA .
  • Czy tytuł jest konieczny?
    Panie Tymiński, mam pytanie. Czy dobrze rozumiem, że zamieszcza Pan pod własnym nickiem tekst innej osoby, w dodatku takiej, której Pan osobiście nie zna (wskazują na to słowa: "Ja mieszkam w Waterloo i jestem z Mieciem niemal codziennie na skype")? Czy nie wydaje się Panu, że tekst jest rażąco stronniczy, jego język prymitywny, wręcz plugawy i zupełnie brak w nim jakichkolwiek racjonalnych argumentów oraz zdrowego polemicznego odniesienia do podanych przeze mnie faktów? Czy nie przypomina to Panu bełkotu pijaka? Czy nie zapala się w Panu lampka ostrzegawcza na lizusowski ton („Szczerze oddany 'Panu Prezydentowi […]”) od nieznanego Panu człowieka, który jednocześnie czegoś od Pana chce? Czy wierzy Pan we wspomniane "problemy z zalogowaniem"? Co tak naprawdę próbuje przekazać autor tekstu? "Niegodziwiec szkaluje wielkiego rodaka?" „Szkalowanie świętości...” „Rozbijanie polonii” etc.? Czy nie jest to dziki wrzask, obliczony na zalanie emocjami i stłumienie rozumu? A może ten tekst jest bardziej wystudiowany niż się pozornie wydaje i jego celem jest utopić niewygodną sprawę w wiadrze łajna, nie dopuścić do racjonalnej dyskusji i zniechęcić czytających do śledzenia tego wątku?

    Od kogo pochodzi ten wrzask? Tekst komentarza jest bardzo chaotyczny i nawet trudno jest ustalić autora, bo obok „Richarda z Waterloo” bez żadnego wyraźnego związku pojawia się także nazwisko „Robert Wagner”. Zakładam jednak, że autorem jest „Richard z Waterloo". Czy poprosił Pan o nazwisko, czy sprawdził Pan tożsamość tej osoby w dostępnych przez Internet bazach danych, jak Facebook, czy osobiście porozmawiał choćby przez Skype'a, poprosił o zeskanowany ID, sprawdził czy ID rzeczywiście istnieje w kanadyjskiej bazie danych osobowych, czy numer telefonu istnieje w White Pages?

    A tak w ogóle, nawet jeśli "Richard z Waterloo" rzeczywiście istnieje, to jaką realną wartość ma jego wypowiedź? Na jakiej podstawie na końcu stwierdza, że "TO SA TYLKO TEGO PANA TEORIE I WYDUMANE INSYNUACJE", jeśli nie był tu na miejscu, kiedy działy się wydarzenia, o których opowiadam? Jakie ma prawo, żeby zaprzeczać mojemu świadectwu? Przecież w najlepszym wypadku, jeśli ta osoba rzeczywiście istnieje i jest wielkim przyjacielem Mietka, mógłby co najwyżej powiedzieć: "Znam Mietka od lat i jestem przekonany, że - pod warunkiem, iż nie zmienił się od czasu, kiedy wyjechał do Peru - nie byłby zdolny do czynów opisanych w komentarzu p. Grzegorza Dudy". Takie stwierdzenie miałoby jakąś wartość - nawet dla mnie, bo byłoby świadectwem tego, że Mietek kiedyś nie był taki jak obecnie i istnieją ludzie, którzy go lubią, cenią i są skłonni go bronić.

    Poza tym, do jakiego „wybaczenia” namawia mnie autor tekstu, jeśli wszystko to tylko moje wymysły? Przecież jeśli to tylko wymysły, a opisane przeze mnie zdarzenia nigdy nie miały miejsca, to jakie wyrządzone mi krzywdy miałbym Mietkowi wybaczać? Zaiste, ten tekst jest prawdziwym bełkotem chorego człowieka i nie ma sensu poświęcać mu więcej czasu.

    Jeśli o mnie chodzi, jestem znaną Mietkowi, realnie istniejącą osobą, która opisuje realne wydarzenia. Motywem, dla którego to robię nie jest chęć bezinteresownego dokopania Mietkowi (bo coś takiego rzeczywiście się mści), ale – w obliczu agresywnego i manipulatywnego marketingu, jaki przedsięwziął inspirując powstanie tego artykułu - chęć ostrzeżenia ludzi przed popełnieniem błędu, który może się okazać dla nich fatalny. Czy jeśli wiem o czymś, o czym nie wiedzą ludzie, do których skierowany jest komunikat i wiem, że komunikat skierowany w ich stronę jest zastawioną pułapką, to czy według Pana nie powinienem zareagować? Czy w przypadku jeśli ktoś podejmie poważną życiową decyzję i np. sprzeda dom, aby osiedlić się w "polskiej wiosce Nijandaris" a potem odkryje, że takowa nie istnieje, a on jest zdany na łaskę i niełaskę szaleńca, bądź też zadłuży się w banku, żeby przyjechać na leczenie ostatniej szansy i ostatecznie straci pieniądze, ale nie odzyska zdrowia - czy w takim wypadku część odpowiedzialności za to nie spadnie na mnie, ponieważ wiedziałem, ale nic nie zrobiłem? Proszę mi wierzyć, że nie robię tego ze złośliwości, ale z poczucia zwykłej ludzkiej solidarności. Sam Mietek jako taki niewiele mnie interesuje.

    Mój email to greg_duda(symbol at)ymail.com. Na Pana prośbę mogę przekazać na pański adres emailowy dane kontaktowe dwóch z trzech osób, które wymieniłem jako ofiary działalności Mietka. Jeśli chodzi o trzecią osobę, znam jej nazwisko i imię oraz – o ile dobrze pamiętam - miasto z którego pochodzi, więc być może uda się dotrzeć do jej rodziny.

    Uważam, że siłą rzeczy, pisząc ten artykuł, uwikłał się Pan w ten temat i byłbym wdzięczny – w imieniu osób, które kiedykolwiek będą go czytać – za pomoc w stworzeniu prawdziwego wizerunku Mietka, a nie śmiesznej laurki dobrotliwego nieszkodliwego dziwaka, pana Mietka, przyjaciela Indian i w ogóle filantropa i przyjaciela wszystkich. Czy mógłby Pan po prostu zająć postawę bezstronnego badacza i poprosić Mietka o referencje, realnie istniejące osoby, których tożsamość nie ulega wątpliwości i które mogą dać bezpośrednio Panu, a nie jako paszkwile przesyłane za pośrednictwem Mietka, pozytywne świadectwa jego działalności? Ufam, że pańskie doświadczenie życiowe pozwoli Panu rozpoznać ewentualną manipulację i oddzielić ziarno od plew.

    Ogólnie, to samo co do "Richarda z Waterloo", odnosi się też do autora poprzedniego komentarza, niejakiego "Pana Mateli". Email wysłany przeze mnie na jego adres wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Kim jest tajemniczy gentleman, ponoć mieszkający w pobliżu i piszący tym samym frapującym stylem, co Mietek?

    W moim komentarzu nie wspominam o zanieczyszczeniu rzeki Chanchamayo, ale dla osób żyjących tutaj fakt ten jest powszechnie znany. Ponieważ autorzy obydwu komentarzy mu zaprzeczają, parę słów na ten temat.

    Głos pijanego "Richarda z Waterloo" pozostawiam bez komentarza (myli mnie z użytkownikiem Maryann), natomiast „Pan Matela” wyraźnie pragnie zrelatywizować ten trudny temat, pisząc o „kopalniach glinki ceramicznej” w Vitoc. W takim wypadku zanieczyszczenie nie byłoby żadnym problemem. Tymczasem problem jest poważny. Chodzi o kopalnię minerałów „San Vicente”, zlokalizowaną w górach za Vitoc i zajmująca się eksploatacją złóż ołowiu i miedzi. Obok wioski Vitoc kopalnia posiada gigantyczny (większy od samej wioski) betonowy zbiornik, teoretycznie służący do składowania toksycznych pozostałości po reakcjach chemicznych. Tutaj https://maps.google.com.pe/maps?q=San+Ram%C3%B3n,+Jun%C3%ADn&hl=es-419&ie=UTF8&ll=-11.201472,-75.33308&spn=0.026059,0.042272&sll=-9.243538,-75.019514&sspn=26.615175,43.286133&oq=san+ramon,+ju&t=h&hnear=San+Ram%C3%B3n,+Jun%C3%ADn&z=15 widoczny jest zbiornik („cancha de relaves”), jako jasna plama, na północ od wioski. Jak widać na zdjęciu, zbiornik usytuowany jest bezpośrednio przy rzece Tulumayo, tej samej, która kilka kilometrów dalej łączy się z wymienioną w artykule rzeką Chanchamayo, największą rzeką regionu, tą samą, która przepływa obok posesji Mietka. Problem, z którym region nie może się uporać od lat, to korupcja, która umożliwia firmie SIMSA (operatorowi kopalni) wrzucanie pod osłoną nocy toksycznych pozostałości ze zbiornika do rzeki – w celu przedłużenia używalności zbiornika (ponieważ po całkowitym zapełnieniu firma ma obowiązek wykonać kosztowne prace polegające na zalakowaniu tego zbiornika i wybudowaniu innego). Sprawia to, że wody rzeki mają często nienaturalny kolor, a piasek na brzegu metaliczny połysk. Jeśli chodzi o ryby z rzeki, oczywiście lepiej ich nie jeść. Zobacz: http://vozperuana.blogspot.com/2010/10/relaves-de-mina-san-vicente-de.html (niezdarne tłumaczenie automatyczne: https://translate.google.com.pe/translate?sl=es&tl=pl&js=n&prev=_t&hl=es-419&ie=UTF-8&u=http%3A%2F%2Fvozperuana.blogspot.com%2F2010%2F10%2Frelaves-de-mina-san-vicente-de.html). Osobiście, muszę przyznać, że nigdy nie widziałem ryb wyrzuconych na brzeg, tak jak na tym zdjęciu, ale wielokrotnie zastanawiał mnie dziwny kolor wody i dziwny metaliczny kolor piasku na brzegu.

    Z Mietkiem kilka razy rozmawiałem na ten temat i jako dobrze poinformowany i bardzo dbający o swoje menu, byłby ostatnią osobą kosztującą ryby z rzeki Chanchamayo.

    Inna sprawa, która nie chcę, żeby uszła uwadze, ani się rozmyła. Tematem artykułu jest „wioska Nijandaris, w której mieszka 19 polsko-peruwiańskich rodzin”. Cóż, wydaje się, że już na tym etapie „odkłamywania” mit ten mamy już obalony. Proszę zwrócić uwagę, że nawet broniący Mietka „Pan Matela” chcąc nie chcąc potwierdza, że w Nijandaris mieszka tylko Mietek.

    Ogólnie, z tego co mówi Mietek, można by wnioskować, że Peru jest miejscem ogarniętym jakąś dziką falą neokolonizacji, z „Niemcami” w roli głównej. Powiem, jak to wygląda z mojego punktu widzenia. Osobiście, jeśli chodzi o obcokrajowców mieszkających w La Merced, wiadomo mi tylko o Curtisie z Kanady, Patricku z Belgii i pewnym Francuzie, który jest dyrektorem wykonawczym w firmie przetwarzającej owoce. Poza tym wiem, że w San Ramon, odległym od La Merced o 10 kilometrów, mieszka pewien Amerykanin należący do jakiejś sekty, ale podobno jest tam kilku innych Amerykanów lub Kanadyjczyków. Amerykanin z sekty opowiadał mi o jakimś Niemcu w Yurinaki (2 godziny od La Merced), który zarobił duże pieniądze na swojej plantacji kawy 2 lata temu, kiedy ceny były wysokie. Ze słyszenia wiem też o polskim księdzu i polskiej zakonnicy w San Ramon, a mieszkając jeszcze u Mietka poznałem polskiego księdza z Oxapampy, który go odwiedził. Na ulicach widuje się też ubranych w garnitur, młodych jasnowłosych „misjonarzy” kościoła Mormonów, ale są tu oni tylko przelotnie. Kiedyś spotkałem także Francuza, który przyjechał jako specjalista zatrudniony w elektrowni wodnej, ale również tylko przelotnie.

    Często Peruwiańczycy, spotykani przeze mnie z okazji załatwiania różnych spraw, kiedy powiem im, że jestem Polakiem, pytają mnie, czy znam tego czy tamtego obcokrajowca i w zasadzie krąg tych obcokrajowców nie wykracza poza wymienione osoby. Czasem zdarzy się, że ekspedient sklepu, w którym kupuje Mietek, wymieni go („ten z małpą na ramieniu”) jako jedynego Polaka, który mieszka w okolicy. O niemal mitycznych, wymienianych przez Mietka (oraz „Pana Matelę”) Niemcach, jako rzekomo masowo wykupujących ziemię, poza wspomnianym Niemcem, który ma plantacje kawy, więcej nie słyszałem.

    Wręcz przeciwnie. Pamiętam, że Mietek twierdził , iż spory teren w dzielnicy La Merced Capelo, na którym 4 lata temu zaczęły się prace budowlane, został zakupiony przez „Niemców”. Nic z tego. Nowoczesna budowla, która tam powstała, to szpital krajowej sieci ESSALUD, znany też jako szpital dla ubezpieczonych: http://www.youtube.com/watch?v=rdYhOdVu0fU

    Również, Mietek twierdził, że właściciel jednej z największych lokalnych firm Highland Coffee jest Niemcem. Błąd. Właściciel pochodzi z Tarmy, czego dowiedziałem się od niego osobiście, a firma ma kapitał 100% peruwiański.
    http://highlandproducts.com.pe

    Mietek twierdził również, że elegancki hotel Fundo San Jose jest własnością „Włochów”. Tak się składa, że później współpracowałem z nimi przez jakiś czas i rzeczywiście, są to „Włosi”, tyle że w 4 czy 5 pokoleniu… Nie znają nawet włoskiego…

    Jeśli chodzi o rynek nieruchomości, ceny są już tak zawyżone, że żaden rozsądnie myślący Europejczyk czy Amerykanin raczej nie będzie rozważał zakupu. Znałem pewnego Amerykanina mieszkającego z żoną Peruwianką w Oxapampie, który zwlekał, zwlekał, zastanawiał się, roztrząsał oferty, aż w końcu nic nie kupił, bo nie znalazł żadnego interesującego terenu, a ceny były absurdalnie wysokie (np. 2 lata temu 100 tys. USD za hektar w bezpośrednim sąsiedztwie Oxapampy).

    Jednak astronomiczne ceny nie odstraszają Peruwiańczyków, którzy mają inną psychikę: łatwo ulegają emocjom („ceny zwyżkują, trzeba kupować, bo jutro będzie drożej”) i podejmują decyzje bardzo szybko, często nie przejmując się ewidentnymi brakami, które odstraszyłyby Europejczyka. Poza tym lepiej znają lokalne realia, co jest bardzo ważnym czynnikiem. Żaden „zachodniak” nie sprosta takiej konkurencji. Wśród lokalnych, Peruwiańskich nabywców, często wymienia się górali z Huancayo – stolicy regionu. Zakup ziemi jest często postrzegany jako jedyna pewna inwestycja, dlatego szybki rozwój eksportu i ogólnie gospodarki Peru, generujący spore nadwyżki gotówki, jest bezpośrednią przyczyną zwyżkujących cen nieruchomości.

    Cóż, tak wygląda ta sprawa z mojego doświadczenia - osoby, która żyje normalnie, nie interesuje się zbytnio obcokrajowcami i nie szuka ich na siłę. Szukając i wypytując, sprawdzając w urzędach, na pewno znalazłoby się ich więcej. Przypuszczam, że Mietek zna więcej obcokrajowców niż ja, jednak wyraźnie chcę zaznaczyć, że proporcje zaserwowane w artykule (np. „25 tys. Niemców i Austriaków” - w 12,5 tysięcznej Oxapampie) są w rażący sposób przesadzone, nieodpowiedzialne i absolutnie niemożliwe do zaistnienia. Wszędzie, gdzie się pojawię – czy to w mieście czy na wsi - mam poczucie, że mieszkam w Peru i że otaczają mnie Peruwiańczycy. Kontakt z obcokrajowcem jest zdarzeniem rzadkim – w co można również włączyć raczej skąpe pojawianie się zagranicznych turystów.

    Trzeba przy tym powiedzieć, że Peruwiańczycy są wielkimi patriotami, a historia Peru jest historią walki o przeżycie w obliczu zagrożenia obcą inwazją, dlatego jakiekolwiek poważniejsze wykupy ziemi przez obcokrajowców musiałyby wzbudzić gwałtowną społeczną reakcję. Jeżeli takowej nie ma, oznacza to, że obcy kapitał nie stanowi tu poważnego zagrożenia czyli że jest czynnikiem marginalnym i łatwym do zasymilowania przez region. Z tego, co wiem, jedynie na południu kraju, w regionie Cusco oraz w niektórych częściach Wybrzeża, wykupy ziemi i monopolizowanie lokalnej gospodarki przez Chilijczyków, osiągnęły poziom, przy którym wzbudzają poważne opory.

    Tak czy owak, osoba zainteresowana rzeczywistym napływem obcokrajowców w ostatnich latach powinna się udać do DIGEMIN (Direccion General de Migraciones y Naturalizacion) w Limie – jest to jedyne pewne i obiektywne źródło dla pozyskania tego rodzaju informacji.

    Na koniec dygresja. Artykuł, jaki był parę dni temu, zawierał (fałszywą co prawda) informację, jakoby nocą w Nijadaris temperatura wynosiła 10 stopni. Obecnie nie widzę już tej informacji. Chcę Autora prosić o zachowanie artykułu takim, jakim jest, ponieważ – razem z komentarzami - stanowi on bardzo cenne świadectwo. W przeciwnym razie komentowanie traci sens.

    Czy źle piszę o regionie Chanchamayo? Jeśli tak bardzo mi się nie podoba, to czemu tu mieszkam? Tak się składa, że kocham Peru, kocham Chanchamayo i kocham tu być. Uważam Chanchamayo za wystarczająco piękne takie jakie jest, również z problemami, które – jak wszędzie – są i tu. Natomiast kłamliwe koloryzowanie tej rzeczywistości w celu oszustwa i doraźnego zysku jakiejś osoby kosztem innych uważam za obelgę. Piękny ptak nie potrzebuje dodatkowych farb.
  • @Grzegorz Duda 15:54:30
    Panie Grzegorzu Duda:

    Z niewiadomych powodów wylał Pan kubył pomyj na Pana Mieczysława i jego żonę, co jest poważnym naruszeniem dóbr osobistych. Taki był chyba Pana zamiar bo pisze Pan o nim z niespotykaną nienawiścią. Po takim paszkwilu chyba nikt nie będzie chciał być Pana znajomym z obawy, że mu Pan zrobi to samo.

    Mimo tego potwierdza Pan o nim wiele rzeczy pozytywnych: że wychowuje dwójkę slicznych córek, że zbudował duży dom i że jest pełen pomysłów i energii. A że ma dużą wyobrażnię to też jest jego plusem. Jak Pan wie życie w Peru nie jest łatwe bo wymaga wiele pracy i silnego charakteru. Pozatym Pan Moieczysław oddał Panu z procentem dużą sumę pożyczonych pieniądzy a więc miał Pan do niego zaufanie i okazał się człowiekiem uczciwym.

    Co do mojego felietonu to wziąłem liczbę austriackich i niemieckich osadników ze strony internetowej Pana Mieczysława. Poproszę go aby ich dobrze policzył. A co do usunięcia błędnej informacji o nocnych temperaturach w Nijandaris to była ewidentna sprzeczność do linku prognozy pogody w moim felietonie, dlatego to wykasowałem. Co do zanieczyszczenia rzeki, ktora płynie koło jego domu to są tylko Pana przypuszczenia, bez konkretnych dowodów. Pozatym ryb z rzeki nie musi Pan jeść.

    Dostałem listy od jeszcze kilku Polaków, którzy Pana Mieczysława dobrze znają i cenią i są oburzeni Pana paszkwilem. Ja sam mam zamiar go odwiedzić następnym razem kiedy będę w Peru. Będzie mi bardzo przyjemnie wypić z nim ze dwie butle piwa Pilsen i po prostu spokojnie odpocząć w jego domu w tropiku. Karaluchy (jeśli jeszcze są) i komary (tylko w porze deszczowej) z pewnością mi nie będą przeszkadzały bo jestem do nich przyzwyczajony. Polskich warzyw też nie bedę jadł w tropiku.

    Na tym zakończę naszą wymianę zdań ponieważ mamy rózne charaktery – ja się staram budować ludzi a Pan ewidentnie ich niszczy.
  • @Stan Tymiński
    Szanowny Panie Tymiński,

    popularne przysłowie mówi, że historia lubi zataczać koła. Pan też swego czasu próbował przebić się z pewną prawdą. Też zarzucano Panu „sianie nienawiści” i „niszczenie ludzi” (tych z układu) oraz „niekoleżeńskość” i ogólną „niesympatyczność”, bo są to nośne hasła oddziałujące na emocje tłumu, kiedy już zabrakło innych argumentów. Tak jak obecnie zignorował Pan moją ofertę skontaktowania Pana z ludźmi poszkodowanymi przez p. Sobczaka, tak samo media w Polsce nie były zainteresowane Pana dowodami, a z Pana teczki uczyniły idiotyczny symbol. Tak samo jak zawiedli przestraszeni wyborcy, tak samo z niewiadomych mi względów milczą osoby, które miałyby w tym zakresie więcej do powiedzenia niż ja, bądź – jeśli się wypowiadają, robią to tchórzliwie - pod pseudonimem.

    Odrzucenie przez Pana relacji świadków uważam za karygodne i stawiające pod znakiem zapytania szczerość pańskich intencji. Dla mnie prawda jest na pierwszym miejscu, dla Pana - co…? Naprawdę przykro mi to powiedzieć, ale nie żałuję, że nie został Pan wtedy prezydentem, bo – podobnie jak „oni” - też ma Pan skłonność do tworzenia koteryjnych układów, więc chyba jednak wszystko zostałoby po staremu.

    Jeśli chodzi o pomyje, które wylądowały na głowie p. Sobczaka, to są one jego własnej produkcji, ja tylko odwróciłem kierunek ich lotu: zamiast jak zwykle na głowach innych ludzi, niedoinformowanych i chorych, tym razem wylądowały na jego własnej. Z tego, co mi wiadomo, dla p. Sobczaka nie jest to nowością.

    Muszę powiedzieć, że frapuje mnie Pański system wartości: to, że ktoś jest „pełen pomysłów” wydaje się usprawiedliwiać w Pana oczach to, że żeruje na nieuleczalnie chorych. Rzeczywiście, mówimy bardzo różnymi językami, bo dla mnie to ostatnie jest rzeczą ohydną i niemożliwą do usprawiedliwienia.

    Oczywiście, wiem, że życie w Peru nie jest łatwe. Jednak na pewno, jako przyjaciel p. Sobczaka wie Pan, że otrzymuje on ze Stanów Zjednoczonych emeryturę, niewielką jak na warunki USA, ale całkiem wystarczającą na przeżycie w warunkach peruwiańskich. Poza tym jest zamożnym człowiekiem biorąc pod uwagę stan posiadania. Jest więc zabezpieczony finansowo i nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla tego, co robi.

    Co do listów od oburzonych Polaków, domyślam się, że wszystkie były napisane tą samą, równie fascynującą polszczyzną...

    Jeśli chodzi o „paszkwil” z „niespotykaną nienawiścią”, proszę jeszcze raz przeczytać list Mietka, o przepraszam, „Richarda z Waterloo”…

    Co do sprostowania informacji z artykułu – no problem, you’re welcome…

    Mimo wszystko, pozdrawiam Pana i życzę miłego pobytu u p. Mietka.
  • Mietek...znaczy Jerzy Matela
    na sam poczatek - zacznij uzywac jezyka polskiego a nie ruskiego - w jezyku polskim nalezy napisac - artukul - nie jak Mietku - Jurku Matela napisales artykol...
    Saludos del Peru
    Sendero Polaco
  • @fakejerzymatela 16:38:13
    Fajne informacje piszecie o tak wspaniałej klinice Cudotwórcy Mietka dzikiego. Niestety Panie Tymiński z przykrością muszę potwierdzić to wszystko co napisali oszukani ludzie, bo ja też do nich należę. Bo naciągnął mnie na równie WIELKIE PIENIĄDZE. Wciskając mi kolejną nie nadającą się do niczego górę. I nie wiem kiedy choć część z nich odzyskam. A pieniędzy niema nawet bez obiecanego oprocentowania Bo pieniądze poszły na spłacenie długu zaciągnietego u kogoś innego Albo na spłacenie pożyczek w banku. Co do jego ślicznej żoneczki, to ma taki sam charakter, jest jak rumuńska cyganka. I żadnego morale. Jak pojawił się jakiś śmiertelnie chory naiwniak , to za wszelka cenę należy go oskubać. Jeżęli ma Pan jakieś wątpliwości, to na próbę proszę pożyczyć mu jakieś większe pieniądze.Np 20 - 100 tys $ A dowie się Pan jak to jest na prawdę z jego uczciwością. Dziwię się że ktoś taki Jak Tymiński, facet z klasą zadaje się i popiera takiego osobnika jak Mietek. Jurek Matela nie jest żadnym Jurkiem, to tajny chwyt Mietka. Jego perfidia nie zna granic. Mietek nosi brodę i robi diable oczka. I nie tylko to.A kto ją nosi. Chyba nie polak. Pardon nie chcem być posadzony o antysemityzm. Ten osobnik wszędzie gdzie był robił to o czym wielu próbuje tutaj opisać. Robi to nadal bez skrupułów. Znane mi są te bajeczki o antygrawitacji I inne. Ale w końcu na kogoś trafi, kto zrobi co należy. I to anonimowo. Albo w końcu wyciągnie kopyta i trafi do samego dna piekieł. Bo mu się to należy. I niech mi nikt tu nie chrzani że go oczerniam, bo napisałem bardzo delikatnie to wszystko kim on jest. Pozostawiłem na razie ilu ludzi ma na sumieniu, bo wiem o wiele więcej.Mam nadzieję że tę stronę znajdą jeszcze inni oszukani oskubani ludzie którzy byli w tej klinice w której psy srają po korytarzach , rozwłóczą śmiecie z wiader po całej kuchni. Niema tam żadnego gabinetu. Żadnego personelu, ani jakichkolwiek urządzeń, które powinny być w najgorszej przychodni lekarskiej. Jak ktoś nie wierzy to proszę pojechać, i zobaczyć osobiście. Kontaktujcie się między sobą, wymieniajcie wszelkie informacje, i ostrzegajcie innych na cały świat o tym oszuście. ZGG
  • Wyjasnienie niedorzecznosci
    Odnoszac sie do ww artykulu pozwole sobie na sprostowanie pewnych niescislosci, ktore moim zdaniem mogly wprowadzac czytelnika wblad otoz:
    Panie Tyminski:
    ad1. "...Nijandaris jest tylko 5 kM od stolicy prowincji Junin, La Merced, ktra to ma 170,000 mieszkańców..."
    Stolica regionu Junin w Peru jest Huancayo!!!
    La Merced - osada zalozona w XIX wieku przez wloskich imigrantow obecnie liczy wg roznych zrodel od 18 do ok 20 tys mieszkancow - nie trzeba daleko szukac - na "krzyzowce" - wjazd do La Merced/Carretera Marginal San Ramon-Pichanaki jest taki malutki pomniczek - Homenaje de los italianos.
    ad.2 "...W odległęj 75 kM Oxapampa w ciągu ostatnich 5 lat osiadło ponad 25,000 głównie młodych Austriaków i Niemców..."
    Wg SNM (Superdintendencia Nacional de Migraciones) poprzez niespelna 200 lat istnienia panstwa peruwianskiego szacowane dane dotyczace migracji Niemcow do Peru sa dosc powsciagliwe i ograniczaja sie do ok 15 tys osob ktore zdecydowaly sie na takowa na przestrzeni 200 lat, zasiedlajac glownie jungle centralna w tym jak najbardziej Oxapampa - miasto przez pana tu wspomniane...jeszcze raz podkresle - chodzi wiec o 200 lat a nie 5 ktore pan napisal a ktore to wg mojej opini sa niczym innym jak najprawdopodobniej wynikiem znanej z ameryki polnocnej techniki komputerowej copy/paste.
    ad3. "...kawa pochodząca z doliny rzeki Chanchamayo jest uważana za jedną z lepszych na świecie..."
    Generalnie Peru a przede wszystkim jego mieszkancy nie sa uznawani za konsumentow kawy w przeciwienstwie do Finow - mimo wszystko kawa peruwianska cieszy sie coraz wieksza popularnoscia przede wszystkim za sprawa Cafe Tunki (Cecovasa) pozyskiwanej w Puno (region oddalony od Junin ponad tysiac kilometrow) Nalezy podkreslic ze Cafe Tunki w 2010 roku uznano za najlepsza kawe ORGANICZNA na swiecie (Specialty Coffee Association of America) przyznało to wyróżnienie na XXI Międzynarodowych Targach Kaw Specjalnych w Kalifornii. W konkursie brali udział wystawcy z 25 krajów prezentujący 139 gatunków kawy.
    ad4. "...Pobliskie miasteczko La Tarma..." w regionie Junin nie ma miasta La Tarma, jest Tarma oddalona od San Ramon/La Merced w zaleznosci od warunkow ok godzine/poltorej godziny drogi i raczej nie nawiazuje zupelnie do La Merced - prowincji Chanchamayo. Tarma polozona jest bowiem w Andach na wysokosci ok 3tys - 3,3tys metrow nad poziomem morza.
    ad5. "..W wiosce Nijandaris mieszka 19 polsko-peruwiańskich rodzin a dodatkowe działki kupiło sobie 23-ch Polaków..."
    Prosze Pana - w wiosce Nijandaris dosc trudno doszukac sie az 19 (jak pan wspomnial) rodzin peruwianskich a co dopiero peruwiansko-polskich.
    ad5. "...Pan Mietek i jego peruwiańska żona Vanessa mają teraz trzy śliczne córeczki, które umilają im życie..." Polska kolonia w Peru moze poszczycic sie tym iz nalezy chyba do jednej z najmniejszych w tym kraju - z tego co sam sie orientuje pan Mietek ma dwie corki - sugerowanie sie fotografia niewiadomego pochodzenia czesto prowadzi do bledow.
    ad6. "...Bliżej rzeki wystawił architektonicznie interesujący bungalow..." - karykatura jakiejkolwiek architektury, ktora w warunkach cywilizowanych byla by jak najbardziej slusznie potepiona - Panie Tyminski - nie potrzeba wiele, wystarczy spojrzec na foto zamieszczone w czolowce do artykulu - blacha na tle przepieknej doliny Chanchamayo - to po prostu swietokradztwo.

    Czy Stan Tyminski byl kiedykolwiek w Peru? Na podstawie tekstu umieszczonego powyzej mozna bez zastanowienia wysunac podobne zastrzezenia - otoz dane umieszczone w tymze artykule oraz firmowane nazwiskiem Tyminski swiadcza o niewiarygodnej ignorancji wobec Peru, absolutnie niewspolmiernej do osoby, ktora szczyci sie tym, iz przebywala w tym kraju kilka lat jak i do bylego kandydata na stanowisko prezydenta RP.
  • Panie Tymiński
    Ile płaci panu Mieczysław Sobczak za wypisywanie takich bzdur - czy pan działa z nim w porozumieniu?...no no - na prawdę ciekawe towarzystwo się tu zebrało.
    Z jednej strony oszust-schizofrenik udający peruwiańskiego szamana a z drugiej, szemrany kandydat na prezydenta - prorok z Peru, który pojawia się i znika - czy aby nie są to jedne i te same służby specjalne zawiadujące wszystkim? trudno dociec li nawet domniemywać, jednak jak zając z rękawa pojawia się jedyna możliwa odpowiedź - "zapytajcie Jaruzelskiego, on wie to on Wam powie"
    Jakoś mocno mam wrażenie, żeś pan nigdy w życiu w tej całej klinice nie był, gdzie psy dupami szczekają i członkami swemi wode piją - pan kłamiesz jak i Sobczak a dowodem na to kłamstwo jest pana tekst powyżej gdzie wielokrotnie mijasz się pan z prawdą co zresztą udowodnili panu inni komentatorzy a pan jak na typowego esbeka przystało dalej brniesz w zaparte
  • @Jan z Kolna 22:16:15
    Ten cud architektury to ja pomogłem mu spłodzić według jego wytycznych. Zwichnąłem przy tym palec spadając z piętra kalecząc się,i łamiąc przy tym wiele patyków. Tym uczynkiem mam nadzieję spłaciłem mu jego wspaniałomyślność .A mianowicie doprowadzenie mnie do szamana w Ikitos . Szaman bardzo mi pomógł. Gościu jest w porządku. Mój promotor niestety dał się poznać z jak najgorszej strony. Ayahuasca też mi pokazała kim jest Mietek. Co chce ze mną zrobić, bym na niego bardzo uważał, i to uratowało mi ŻYCIE.Wyobraźcie sobie ta falista blacha na tym cudzie architektonicznym ma grubość 0,3 mm, a te fragmenty na samym czubku tylko 0,16mm Grubość puszki po piwie. Grzesiek Duda napisał wam prawdę, jak kogoś z was oskubałby na 160 tys soli, to też zmienili byście o nim zdanie. Mnie tylko na 26 tys $ + oprocentowanie. A i z portfela ulatniały mi się zielone. I to sporo. Na szczęście poznałem normalnych ludzi nie związanych z talmudem. Oraz tajnymi organizacjami z pod ciemnej gwiazdy. On po prostu realizuje to co jest tam zalecane. Przecież zabić goja to nie jest grzech, bo to zwierze. . Mi wcale nie chodzi oto by go [obsrywać] A tylko napisać prawdę. By inni nie byli tak łatwowierni. Ani dobroduszni. Wcześniejszy wygląd tego cudu nad rzeczką możecie znaleźć na jego stronie . prezentował się o wiele lepiej. http://www.dzikimietek.com/galeria-zdjec/category/36-dzialka-nijandari A o Stanie Tymińskim miałem na prawdę o wiele lepsze mniemanie, zanim przeczytałem to wszystko powyżej. ZGG
  • @Grzegorz Duda 02:29:56
    Drogi panie Grzegorzu , dziękuje panu za wspaniały artykuł o Mietku, odkrył pan całą prawdę o tym człowieku bez ludzkich uczuć . Proszę pisać i informować ludzi o tym wielkim kłamczuchu aby nikt więcej się nie dał oszukać. Pozdrawiam Marysia
  • @ZGG 18:45:27
    Prosze o kontakt ZGG, moj tymczasowy adres email - tadziu.peru@koszmail.pl

    --
    Tez mocno oszukany i wpuszczony w "gore"
  • @Grzegorz Duda 04:05:55
    Z uwagą przeczytałem wszystkie komentarze, jak i przejrzałem stronę Dzikiego Mietka. Muszę stwierdzić, jako człowiek, który nie był w Peru, że wydaje się być Pan wiarygodny w swoich opisach miasteczka La Merced i okolic. Prześledziłem dokładnie na mapach miejsce w którym mieszka pan Mietek oraz okoliczne miasteczka. Muszę przyznać, że jestem zdziwiony propagandą swojej "kliniki", jaką potrafił w internecie przedstawić pan Mietek. Ostatnia, tegoroczna aktualizacja w Google przedstawia budynek w zasadzie nadający się do remontu. Przypuszczam, że polskiego Sanepidu tam nie ma, bo na terenie budowy nie można prowadzić biznesu hotelarsko-leczniczego. Sam byłem zainteresowany wyjazdem do kraju o ciepłym klimacie, ale na tyle mam rozsądku, że nie powierzyłbym swojego majątku w tak niepewne ręce.
    Na jakimś portalu czytałem rzeczywiście ofertę sprzedaży gruntu w Oxapampie, ale cena jest powalająca, równa cenie placu w Warszawie.
    Pan Tymiński ma fantazję pisząc takie powieści. Jeśli ktoś dał się nabrać, to jakaś zasługa w tym również pana, panie Tymiński.
  • @Poznaniak 00:56:59
    Wielka przeprowadzka. Zostań właścicielem kawałka ziemi w Peru
    Szukasz terenu w Peru? Skontaktuj się z nami. Pomagamy w nabyciu następujących nieruchomości:

    OXAPAMPA. Uzbrojone działki budowlane o powierzchni tysiąca metrów kwadratowych. Tworzą prywatną, strzeżoną dzielnicę w jednej z najładniejszych części peruwiańskiej selwy centralnej. To idealne miejsce na własny dom lub domek na wakacje. Nieruchomości znajdują się pięć minut od centrum założonej w dziewiętnastym wieku przez Niemców i Austriaków Oxapampy. Mają dostęp do plaży nad przepływającą obok rzeką. W pobliżu jest szkoła, przedszkole, fabryka serów, stawy hodowlane, pasieki i przetwórnia trzciny cukrowej. W okolicach mieszkają już Polacy. Ceny od 55 dolarów za metr kwadratowy. Niemiecko-peruwiański sprzedawca oferuje także usługi budowlane „pod klucz”.

    Inne nieruchomości wkrótce.


    To jest skopiowane z strony http://kochamyperu.pl/nieruchomosci/
    Nie wiadomo, kto jest autorem tej informacji. Może Dziki Mietek, bo cena jest zabójcza.
  • @Poznaniak 17:17:42
    Szanowny Panie Tymiński. Z pełnym dla Pana szacunkiem, ale chciałbym zapytać czy wierzy Pan w osobników. Którzy co prawda wyglądają jak ludzie . Niektórzy nawet noszą brudne ubranie. I nie zadbane brody. Ale pardon nie o tym chciałem. Po prostu, czy wierzy Pan w szatanistów. ludzi w ukryciu służących diabłu i jego idei. I wykonujących wszelkie jego powiedzmy telepatycznie nadawane najohydniejsze rozkazy? nawet okonujących tak zwane modry rytualne. Żeby mieć zasługi u samego Bahometa zwanego lucyferem. I w jaki sposób oni i ci od samego Bahometa rządzą światem, i jak w snach wrzucają dla ludzkości swe bardzo szkodliwe [ powiedzmy wirusowe]oprogramowanie. Chodzi mi o nasz biologiczny komputer jaki jest w naszej podświadomości. I jakie są skutki ich działania? ja wiem że mamy lucyferyczny porządek świata . I to nie jest żart.A obrażać nikogo nie mam zamiaru. Po prostu możecie to za akceptować lub nie.To jest poważna i prawdziwa informacja. To jest dla wszystkich czytających to co napisałem. A dotyczy też to i tego co powyżej jest w tym artykule. O tym raju w Peru. Zaznajomieni z tym tematem którzy tu wcześniej pisali za pewnie wiedzą o co i kogo mi chodzi.
  • Coś nie richtig panie Tymiński
    Klinika Dzikiego Mietka to ruina. Wydaje mi się, że od czasów kandydowania na Prezydenta strasznie się pan posunął...
  • @Poznaniak 19:48:36
    Niedługo będę na wizycie u Pana Mietka z czego się bardzo cieszę.
  • @Stan Tymiński 23:41:44
    Jak wiem do tej pańskiej wizyty u Mietka [prawdziwe jego imię Zachar] jakoś nie doszło. Coś Pana nowa żona ma klaustrofobię. I jakoś instynktownie Pana tam nie bardzo ciągnie. A wie Pan że[ C--Y-ROGRAF] można podpisać we śnie? I życie potem idzie jak z bajki. Ale do czasu. A na koniec życia pójdzie się tam gdzie bardzo nie ciałoby się niestety. Wielu się sprzedało, oddało swą duszę za marne srebrniki.Piosenkarzy aktorów bankowców polityków. I jeszcze jedno. Sen w którym podpisuje się umowę z tym kimś do czasu zakrywany jest innym wspomnieniem sennym . Dlaczego? Ano dlatego żebyśmy się dobrze czuli. Bo jak żyć i być szczęśliwym ze świadomością. Że sprzedało się diabłu duszę. A pan Mietek jest bardzo pomocny w wyszukiwaniu adeptów chętnych do sprzedania się za marne usługi powiedzmy zła. Ja rozpracowałem go dokładnie, i się uwolniłem. A gdy przychodził po moją duszę usłyszał stanowcze- MOJA DUSZA NALEŻY DO BOGA MEGO, I NIC CI DIABLE DO TEGO. TY NIE JESTEŚ MOIM BOGIEM. To jak by dostał w mordę, i 2 miesiące cisza. A potem przychodzi pokorny i pyta cyt ;SKORO JA JUŻ WIEM KIM ONI SĄ, TO CZY JA BYM Z NIMI NIE POSZEDŁ ? BO ONI MAJĄ MI WIELE DO ZAOFEROWANIA. I ponownie dostał siarczyste Won . I od tego czasu mam spokój. A Mietek pluje na brodę, i dostaje siarczyste opierdol od rady galaktycznej[czyt Lucyferycznej] że spiepszył wszystko. Niech się Pan zastanowi, czy nie przypomni sobie pewnego snu. Bo ta Pana kariera jakoś tak nagle wyskoczyła, i z biedaka stał się Pan bogaty, i sławny .Ale czy było warto. Zanim Pan żyje to można to jeszcze odkręcić, ale strasznym kosztem. Zależy ile się od nich dostało. Ale to nie mój zasrany interes, tak tylko wspomniałem dla uświadomienia Panu i innym, że takie rzeczy istnieją. I ja miałem z tym do czynienia. A nasz wspólny znajomy był tego powodem. Jako czarny kapturowy mnich w snach. Zniszczył mi prawie całe życie>A gdy sam nie dawął rady, to pomagali mu inni z tej jego rady galaktycznej. Ale w końcu im się wyrwałem. Zgubiła go chciwość, i nieco mi za dużo na opowiadał . Próbował atakować mnie czarną magią , i też nic mu z tego nie wyszło. Tak drogi czytelniku diabły istnieją. A ich agenci to głupi ludzie którzy sprzedali duszę. I potem nie mając już wolnej woli muszą robić to co im nakażą. A ten wspomniany tutaj jest wyjątkowo destrukcyjny. Ale jego koniec jest już bliski. Eliksiru życia jak wiem nie dostanie, i zdechnie w strasznych mękach. Ja wiem kim on jest. I kim jest niejaki Jurek Matela[ jego druga osobowość] Jak ona powstała . I znam go z bardzo dawnych czasów twórców Matrixa. I tam to on wykonał na mnie wyrok wbijając sztylet w moje serce. Bo odmówiłem oddania pokłonu dla Ich Bahometa . A w tym życiu znowu musiałem z nim stoczyć walkę. By się uwolnić. Wiec niech się Pan zastanowi nad tym co tu opisałem. Zaznaczam nie miałem zamiaru Pana obrażać, wręcz przeciwnie. Zasygnalizowałem Panu tylko że takie rzeczy naprawdę istnieją. Ciekawy jestem, czy jest Pan tego świadomy, czy Pan śpi twardym snem szczęśliwego głupca.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031